Moje życie w Tantrycznej Świątyni #1

życie w tantrycznej świątyni

Tantry uczyłam się w Świątyni.

Gdy dołączyłam do mieszkańców aśramu, nasz mistrz, Samael powiedział mi:
– Możesz tu doświadczyć wszystkiego, czego chcesz. Możesz tu robić wszystko, co posłuży twojej modlitwie, miłości i bhakti. Cokolwiek zrobisz, nie zostaniesz za to ani nagrodzona, ani ukarana, bo tu jesteś odpowiedzialna sama za siebie. Z wszystkie swoje decyzje i wybory. Wstępujesz na ścieżkę sama i będziesz nią szła wg własnego uznania. Dojdziesz tam, gdzie zechcesz dojść, znajdziesz to, czego będziesz szukać i staniesz się tym, kim jesteś, jeżeli będziesz miała dość odwagi, by to przyjąć.
W nas znajdziesz wsparcie i obecność. Damy ci przyjażń, wiedzę i pomoc we wszystkich praktykach.
Na jedzenie i mieszkanie zarobisz sama, pracą z ludźmi. O aśram dbamy wszyscy, sprzątasz i pilnujesz czystości sama. Czy to jasne?
Przytaknęłam w milczeniu. To, co usłyszałam było dla mnie logiczne i zasadne.
– Gdzie mam spać?
– Jest wolny pokój w suterenie.
Kiwnęłam głową – nada się.
– Nie masz więcej rzeczy? Popatrzył na mój mały plecak.
– Nie. Mam tylko tyle, ile mogę swobodnie unieść i wziąć ze sobą.

W pokoju, który zajęłam, była mała żarówka wisząca na suficie na kablu, łóżko, półka przy ścianie i drąg na uchwytach, na którym mogłam powiesić wieszaki na ubrania. Na podłodze leżał dywan, a pod sufitem było małe okienko, przez które widziałam pogodę i buty ludzi idących po chodniku. Poza tym było ciepło i sucho. I była kawa. Kuchnia była wspólna, zmiany pościeli też, brało się z szafy w korytarzu.
Było dobrze.

Mieszkanie

Z parującym kubkiem w ręku wyruszyłam zwiedzać pozostałe pomieszczenia świątyni. I spotkać mieszkających w niej ludzi. 
– To Abigail, będzie cię uczyć dotyku, masażu i seksualnej pracy z ciałem.
Patrzyłam na brunetkę o czarnych jak noc włosach i granatowych oczach. Była w nieokreślonym wieku. Miała jasne ciało i piękną, czarną, kapłańską suknię spiętą na ramionach ozdobnymi broszami.
Poszłyśmy dalej razem. Pokazała mi sale do pracy z ludźmi, do masowania, do uzdrawiania i do prowadzenia sesji w ciemności. A potem usiadła na materacu i poprosiła, żebym usiadła przed nią.
– Pracowałaś kiedyś z ludźmi? Z ciałem?
– Nie.
– To dlaczego chcesz?
– Bo umiem. Umiem słuchać ludzi poprzez ciało. Wiem, co robić.
– Zawsze jesteś taka obecna?
– Tak.
– Czy to cię męczy?
– Nie, to mój naturalny stan.
– To dobrze – uśmiechnęła się. A teraz połóż na mnie dłonie i dotknij mnie – poprosiła.
– Gdzie mogę cię dotknąć?
– Gdzie chcesz, tam, gdzie wiesz, że masz to zrobić.
Miękko wybrałam miejsce i oparłam swoje dłonie na jej udach. I tak zastygłam, w bezruchu, w trzymaniu, czując swój ciężar, spokój i ciepło jej ciała.
– A teraz posłuchaj mojego ciała i przenieś ręce tam, gdzie uważasz. Dotykaj tak długo, aż poczujesz, że już koniec.
Przeniosłam swoje dłonie na jej dłonie. Potem usiadłam za nią i dotknęłam jej ramion. Potem objęłam ją od tyłu i klęcząc za nią, oparłam o siebie. Położyłam ręce na jej na brzuchu, na jej szyi i na jej twarzy. A potem zaczęłam kołysać i cicho, spokojnie śpiewać.
Tak nas zastał Samael. Popatrzył, uśmiechnął się i usiadł koło nas. A potem przyłączył się do mojego zaśpiewu.

Nauka: Masaż Intymny i Energia Seksualna

Życie w świątyni toczyło się swoim rytmem. Spokojne i ciche, bardziej przypominało kontemplacyjny klasztor, niż seksualne orgie. Każdego ranka można było medytować w ogrodzie, lub we wspólnej sali modlitewnej. Zostać w swoim pokoju, pomóc w kuchni, lub w przygotowywaniu świątyni na resztę dnia, albo zająć się czymkolwiek, na co się miało ochotę. Nie było sztywnego harmonogramu do przestrzegania.  Nie było wytycznych. Samael uznał, że dorośli ludzie nie potrzebują grafiku, bo wszyscy wiemy, co ma być zrobione i zadbane.
I było.
Zazwyczaj poranki spędzałam w swoim pokoju, medytując przy moim prywatnym ołtarzu i spisując wszystko, co przybliżało mnie do głębszego rozwoju. A potem rozdzwaniały się wietrzne dzwonki przy drzwiach i przychodzili nasi świątynni klienci i zaczynał się codzienny dzień pracy z ludźmi. Posługa, skupienie, obecność i punktowa spokojna uważność, by każdy dzień przeżyć w pełni i zakończyć dobrze.

Przez pierwsze tygodnie towarzyszyłam wszystkim uzdrowicielom w ich sesjach i codziennych, prywatnych praktykach. 24/7. To było niezwykły czas w którym siedziałam i obserwowałam wszystko. To, co robią, jak robią, jak masują, jak czytają niewyrażone potrzeby. Jak postępują i dlaczego. Uczyłam się obserwować techniki i cel każdego ruchu. Przyswajałam wiedzę w oparciu o perfekcyjne wyczucie i zestrojenie się z ich decyzjami. Weryfikowałam je sobą, czy się zgadzam i czy rozumiem.
Przyglądałam się, a potem opowiadałam wszystkie swoje wnioski, wszystkie spostrzeżenia i uwagi. Również, jeśli były, krytyczne.
Obserwowałam Samaela, który uczył Tantry jako ścieżki życia i pracował z ludźmi w sferze zrozumienia i przełamywania wewnętrznych barier.
Obserwowałam Abigail, jak masowała ludzi, jak słuchała ich ciał i potrzeb. Towarzyszyłam jej w terapiach i rozbrajaniu ciał. Wsłuchiwałam się w emocje ludzi w mappingu i w krzyk uwalnianych blokad.
Czułam całym ciałem Helleth, jak uzdrawiała szamańsko i unosiła ludzi w ich mroku. Słuchałam Diedry, gdy prowadziła ludzi w ich spełnioną – wypartą seksualność i uśmiechałam się do Pulli, gdy po całym dniu, padając na ryj, wpadałam do kuchni na drina, a ona z błyskiem w oku mówiła mi:
Dasz radę!

Uczyłam się rozumieć, na co patrzę i co widzę w tantrycznych metodach uzdrawiania. Uczyłam się oceniać zasadność metod w odniesieniu do konkretnych osób i potrzeb. Sczytywać to, co mówiły ciała, najpierw patrząc, potem odwrócona tyłem. Uczyłam się odpowiadać na ruch, którego nie widzę. Czuć ciałem to, co jest za mną. Widzieć niewidzialne, niewyrażone i niewypowiedziane.
Uczyłam się skupienia umysłu i jeszcze głębszej medytacji i obecności. Wyśrodkowania czucia i bycia. Harmonijnego wsłuchania się w siebie i w to, co czuję od ludzi.
Uczyłam się improwizacji metod i form wyrazu, by były tym, co potrzebne. By ufać sobie bez zawahania.
Po tych pierwszych tygodniach intuicyjnie wiedziałam co zrobią, zanim zrobili, nawet wtedy, gdy improwizowali. I wiedziałam, co ja bym zrobiła. Wiedziałam, co trzeba i dopiero wtedy podjęłam decyzję, że chcę zacząć pracować sama.

2 lata później

Siedziałam na ziemi, miałam zawiązane oczy, Samael stał za mną z mieczem w ręku. Abigail i Lamar stali przy samochodzie. Byliśmy sami, na odludziu, daleko za miastem. Nikt nas nie widział.
– Boisz się? – Zapytał.
– Nie.
– Jeżeli nie zdążysz mnie zatrzymać, rozwalę ci łeb.
– Wiem, zdążę. A jak nie, to rozwalisz, może już zrobiłam wszystko, co trzeba w tym życiu.
Skupiłam się w sobie i rozluźniłam. W głowie miałam ciszę i spokój. A potem zestroiłam się z jego mieczem, z jego dłońmi i całym nim. Stał się moją energią i moim ciałem. I jego miecz był tam, gdzie wszystkie moje zmysły. W niewidzialnym, wyczuwalnym ruchu intencji i myśli.

Ostrze opadło minimalnie. Wyczułam ruch w samym jego początku. Siedziałam spokojnie zanurzona w obecności istnienia.
 
– ….. Samael?
– Co chcesz wiedżmo?
– Gdybym nie zdążyła, co byś zrobił z moim ciałem?
– Zabrał bym do świątyni i byśmy cię zjedli, w ramach tantrycznej praktyki.
Aaaaa ok, to podrzuć mnie na miasto, na medytacyjne zakupy i kebab!

logo Kala Luna Temple
Kala Luna Temple - Wszelkie prawa zastrzeżone.

+48 884 394 568

info.kalalunatemple@gmail.com

Call Now Button
Facebook Instagram Youtube Linedin